Czy
można być śmiertelnie znudzonym światową pandemią? Czy należy
mieć z tego powodu wyrzuty sumienia?
Oczywiście
choroba nie przydarza się innym, żeby dostarczać nam rozrywki.
Niemniej jednak w wielu przypadkach do tego sprowadza się przekaz
medialny, którego głównym celem w warunkach rynkowej konkurencji
nie jest wcale dostarczanie rzeczowej informacji, lecz wywoływanie
emocji u widza spektaklu. Tymczasem przekaz nie dość, że nudny, to
dodatkowo obrzydliwy, wedle standardów, do których zdążyliśmy
przyzwyczaić się w czasie spokoju. Tylko niektórzy czują niesmak
słuchając reklam produktów i usług udających ostrzeżenia przed
wirusem. Wszelkie rekordy bije tu znana wszystkim sieć sklepów
Stonka, której obleśna, zboczona reklama dotarła mych uszu z
położonego nieopodal telewizora. Mężczyzna erotycznym, niskim
głosem rodem z pornola z lat 70. tłumaczy nam, jak bardzo dba o nas
dyskont z logo w postaci owada w warunkach pandemii. Ciężko orzec,
czy stara się nam powiedzieć, że pracownicy Stonki są w tym
„trudnym dla nas wszystkich czasie” bardzo przez nią chronieni,
czy też zachwala własnego kutasa, szepcząc nam sprośnie do ucha
swoim stręczycielskim tembrem. Badania fokusowe wykazały wszak, że
ten właśnie sposób mówienia na przydechu wywołuje jakieś
pozytywne skojarzenia w grupie gospodyń domowych w przedziale
wiekowym 35-65. Część z nich jest podprogowa i niewątpliwie
erotyczna, co dość paskudnie kontrastuje z tym, że gdzieś
umierają ludzie, a to jest istotą pandemii. W logice rynku
wykorzystać można w reklamie absolutnie wszystko, należy to jednak
oczywiście zrobić na tyle sprytnie, by nie wytknięto nam
nadużycia. Większość na to nie zwraca uwagi, więc codziennie, na
każdym kroku, powolutku i systematycznie jesteśmy korumpowani przez
kapitalizm, który prostytuuje podstawowe wartości i uczucia. A
najsmutniejsze jest to, że nie jest to wcale oburzające, lecz po
prostu – nudne.
Tymczasem
dni są słoneczne i coraz dłuższe. Światło jest niewyczerpanym
źródłem radości i estetycznych przyjemności. Można gapić się
w ścianę obserwując, jak zmienia się stopniowo jej faktura, gdy
słońce obniża swój lot nad sąsiednim blokiem. Jest to
doświadczenie metafizyczne, dostarczające w warunkach sensorycznej
deprywacji ostatnich tygodni uniesień i duchowych przeżyć. To jest
to, co mi się przypomina jako najlepsze, przynoszące najwięcej
spokoju ducha i skupienia doświadczenie – śledzenie drogi tej
gwiazdy, której oczywista obecność na nieboskłonie wyznacza rytm
naszego życia. Jest tylko kilka, może kilkanaście podobnej miary
zjawisk, które są w stanie wyzwolić magię w tym, kto jest do tego
zdolny. Zaliczam do nich ruch fal, tych wywołujących migotanie na
małych zbiornikach wodnych, ale i te systematyczne głośne pionowe
i poziome przesunięcia mórz. Nurt rzeki, jej wiry, szum strumienia,
huk wodospadu. Wiatr poruszający koronami drzew. Pohukiwania gołębi
siniaków niosące się od lasu. Gdy nie ma wyboru i dostępu do
żadnej z tych sił, pozostaje położyć się w bezruchu wygodnie na
łóżku i bezgłośnie oddychając wyłapywać wszystkie
najdrobniejsze dźwięki miasta, od poszczekiwania psa, przez
przejeżdżający pod blokiem samochód, po postukiwania w mieszkaniu
dwa piętra nad naszym. I to jest harmonia, i koncert, przeżycie
dostępne na zawołanie, w każdym niemal momencie, które może
przerwać ruch nerwów, do którego tak się przyzwyczailiśmy, że
już nie dostrzegamy jak nam z nim ciężko, jak bardzo oddaliliśmy
się od tego, co ma jakiekolwiek znaczenie. Gdy świat postanowił
przygnieść cię swoimi wymaganiami, jedyne, co może cię uratować,
to odciąć się od niego radykalnie, nie pokazywać mu faka, lecz po
prostu zapomnieć. To jest ćwiczenie i to nie przychodzi łatwo,
wymaga wprawy i ćwiczeń, szczególnie gdy już zapomnieliśmy, jak
to jest. A teraz trafił się najlepszy czas na to. Po to jest ten
czas.
Ciekawe, czy ludzie nadal zazdroszczą zamkniętym w więzieniu, że żreć dostają i tylko siedzą przed telewizorami, zamiast kamienie tłuc, czy zajmować się jakąś inną, równie ciężką robotą.
OdpowiedzUsuńTrzeba by tych ludzi zapytać, ja nigdy tego nie zazdrościłem.
Usuń