Całkiem
niespodziewanie, bez związku z czymkolwiek – wraca do mnie obraz
zamku nad Lago Maggiore. Od kilku dni te przebłyski: widok zamku na
skale z bliska, widok ze wzgórza po drugiej stronie jeziora w
promieniach zachodzącego słońca, w tle szczyty Alp, srebrzysta
tafla jeziora, surowa sylwetka na której światło tworzy swój
spektakl. W zamku tym mieści się muzeum lalek, eksponaty, których
kopie wykorzystywane są w tępych współczesnych horrorach. Lalki
gadające, poruszające kończynami, zniszczone upływem czasu kopie
dorosłych sprowadzone do rozmiaru dzieci, życie odtworzone dla
zabawy. Zabawa życiem. Co to znaczy, czemu to do mnie wraca? Przez
wyjątkową urodę krajobrazu, w który trafiłem zupełnie
przypadkiem, jako że spóźniłem się na dworzec w Mediolanie na
pociąg, który miał mnie zawieźć w bardziej turystyczne,
popularniejsze miejsce? Spóźniłem się i podjąłem szybką
decyzję o wybraniu najbliższego pociągu, który odjeżdża – a
był to pociąg do Domodossoli w Piemoncie. Moja tygodniowa karta na
komunikację działała w granicach Lombardii, toteż wysiadłem na
ostatniej stacji przed granicą z Piemontem, w Sesto Calende. Stamtąd
autobusem do Angery z rzeczonym zamkiem, następnie łodzią motorową
do Arony. Gdyby nie spóźnienie wynikłe z opieszałości
towarzyszki podróży nigdy być może bym tam nie trafił. Teraz, w
warunkach sensorycznej deprywacji, ten dzień sprzed półtora roku
dobija się do mnie. Czy chciałbym tam wrócić, czy mam coś
przemyśleć?
Niektóre
momenty związane z zaskakującym pięknem zostają na długo, jeśli
nie na zawsze. W tym roku z podobną siłą uderzył we mnie widok na
ocean i czarno-zielono-błękitne klify Fonte Nossa, mgły
przetaczające się nad zielonym pastwiskiem, biała sylwetka kaplicy
nad przepaścią. Zwieszam nogi nad urwiskiem, miękkość traw i
przestrzeń przywodząca na myśl spokój spraw ostatecznych. Przed
laty też krajobrazy Krainy Yeatsa, wrzosowiska nad Atlantykiem,
krystalicznie czyste jeziora pomiędzy łagodnymi wzgórzami. Ruiny
klasztoru. Moje z P. iskrzenie w tej wielkiej soczystej zieleni.
Campo Imperatore a Apeninach, w czerwcu po maturze, ze śladami
śniegu na szczytach otaczających rozległy płaskowyż wypełniony
kwiatami. Mazury na rowerze w okolicach Rynu, wielka burza i cisza po
niej, tęcza. Zachodnia plaża w Ustce. Sunion. Wyspa Marken. Katedra
w Salisbury. To wszystko ze mną zostanie. Z braku miłości można
żywić się pięknem, choć najlepiej oczywiście łączyć jedno z
drugim.
Zacząłem
czytać „Własny pokój” i takie mnie poruszenie napadło, że
przez godzinę chodziłem we własnym pokoju w kółko. Kropla drąży
skałę.
D. dzwoni do mnie z niespodziewanym żądaniem: mam mu natychmiast udostępnić swoją lokalizację na mapach google. Udostępniamy więc sobie wzajemnie nasze położenie do odwołania. On w każdej chwili może upewnić się, że nie wychodzę z własnego pokoju, ja zaś w każdej chwili mogę sprawdzić, z kim D. akurat się rucha. Brzmi jak uczciwy deal.
D. dzwoni do mnie z niespodziewanym żądaniem: mam mu natychmiast udostępnić swoją lokalizację na mapach google. Udostępniamy więc sobie wzajemnie nasze położenie do odwołania. On w każdej chwili może upewnić się, że nie wychodzę z własnego pokoju, ja zaś w każdej chwili mogę sprawdzić, z kim D. akurat się rucha. Brzmi jak uczciwy deal.
Jak sprawdzisz to u D.? Ma zainstalowaną w sypialni kamerkę transmitującą non stop obraz do sieci?
OdpowiedzUsuńForum się nie spodobało? Bo widzę, że się nie pojawiasz.
Oczywiście, że nie sprawdzę, nie pisałem tych zdań z myślą o tym, że będą odbierane dosłownie:).
UsuńInna sprawa, że po prostu mówi mi co robi i z kim, więc skoro widzę na mapie, że jest u tego kogoś... to raczej nie gra tam w szachy.