23.03.2020


Całkiem niespodziewanie, bez związku z czymkolwiek – wraca do mnie obraz zamku nad Lago Maggiore. Od kilku dni te przebłyski: widok zamku na skale z bliska, widok ze wzgórza po drugiej stronie jeziora w promieniach zachodzącego słońca, w tle szczyty Alp, srebrzysta tafla jeziora, surowa sylwetka na której światło tworzy swój spektakl. W zamku tym mieści się muzeum lalek, eksponaty, których kopie wykorzystywane są w tępych współczesnych horrorach. Lalki gadające, poruszające kończynami, zniszczone upływem czasu kopie dorosłych sprowadzone do rozmiaru dzieci, życie odtworzone dla zabawy. Zabawa życiem. Co to znaczy, czemu to do mnie wraca? Przez wyjątkową urodę krajobrazu, w który trafiłem zupełnie przypadkiem, jako że spóźniłem się na dworzec w Mediolanie na pociąg, który miał mnie zawieźć w bardziej turystyczne, popularniejsze miejsce? Spóźniłem się i podjąłem szybką decyzję o wybraniu najbliższego pociągu, który odjeżdża – a był to pociąg do Domodossoli w Piemoncie. Moja tygodniowa karta na komunikację działała w granicach Lombardii, toteż wysiadłem na ostatniej stacji przed granicą z Piemontem, w Sesto Calende. Stamtąd autobusem do Angery z rzeczonym zamkiem, następnie łodzią motorową do Arony. Gdyby nie spóźnienie wynikłe z opieszałości towarzyszki podróży nigdy być może bym tam nie trafił. Teraz, w warunkach sensorycznej deprywacji, ten dzień sprzed półtora roku dobija się do mnie. Czy chciałbym tam wrócić, czy mam coś przemyśleć?
Niektóre momenty związane z zaskakującym pięknem zostają na długo, jeśli nie na zawsze. W tym roku z podobną siłą uderzył we mnie widok na ocean i czarno-zielono-błękitne klify Fonte Nossa, mgły przetaczające się nad zielonym pastwiskiem, biała sylwetka kaplicy nad przepaścią. Zwieszam nogi nad urwiskiem, miękkość traw i przestrzeń przywodząca na myśl spokój spraw ostatecznych. Przed laty też krajobrazy Krainy Yeatsa, wrzosowiska nad Atlantykiem, krystalicznie czyste jeziora pomiędzy łagodnymi wzgórzami. Ruiny klasztoru. Moje z P. iskrzenie w tej wielkiej soczystej zieleni. Campo Imperatore a Apeninach, w czerwcu po maturze, ze śladami śniegu na szczytach otaczających rozległy płaskowyż wypełniony kwiatami. Mazury na rowerze w okolicach Rynu, wielka burza i cisza po niej, tęcza. Zachodnia plaża w Ustce. Sunion. Wyspa Marken. Katedra w Salisbury. To wszystko ze mną zostanie. Z braku miłości można żywić się pięknem, choć najlepiej oczywiście łączyć jedno z drugim.
Zacząłem czytać „Własny pokój” i takie mnie poruszenie napadło, że przez godzinę chodziłem we własnym pokoju w kółko. Kropla drąży skałę.
D. dzwoni do mnie z niespodziewanym żądaniem: mam mu natychmiast udostępnić swoją lokalizację na mapach google. Udostępniamy więc sobie wzajemnie nasze położenie do odwołania. On w każdej chwili może upewnić się, że nie wychodzę z własnego pokoju, ja zaś w każdej chwili mogę sprawdzić, z kim D. akurat się rucha. Brzmi jak uczciwy deal.

2 komentarze:

  1. Jak sprawdzisz to u D.? Ma zainstalowaną w sypialni kamerkę transmitującą non stop obraz do sieci?

    Forum się nie spodobało? Bo widzę, że się nie pojawiasz.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oczywiście, że nie sprawdzę, nie pisałem tych zdań z myślą o tym, że będą odbierane dosłownie:).
      Inna sprawa, że po prostu mówi mi co robi i z kim, więc skoro widzę na mapie, że jest u tego kogoś... to raczej nie gra tam w szachy.

      Usuń

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.