20.03.2020

15.03.2020

Trafiła się nam pandemia.
Można dostrzec lekkie rozprzężenie w obyczajach w przestrzeni publicznej, połączone z pewną nerwowością. W napadzie na biedronki nie uczestniczę. Papieru toaletowego nie brakuje w mniejszym sklepie w centrum osiedla.
Liczę na nieco wolnego w pracy, ale jeśli to ma wyglądać jak dzisiejsza niedziela, to mogę na tym wiele nie zyskać. Od siedzenia w samotności robię się rozdrażniony i depresyjny. Napisałem do Portugalczyka, ale nie widzę, żeby garnął się specjalnie do dyskusji. Tak to wygląda najczęściej – ciężko mi kogoś wyciągnąć poza strefę internetu, a jak już się to wydarzy – to z miejsca podbijam serce i wtedy z kolei to ja muszę się wykręcać. Przeglądanie grindra również działa depresyjnie, bo to jak przeglądanie katalogu narcyzów, borderów i ludzi, którzy traktują innych czysto użytkowo, by zaspokoić chwilową potrzebę. Moja okresowa neurotyczność sprawia na tym tle dość sympatyczne wrażenie.
Śledzę newsy w internecie i oglądam czasem TVN24, ale nie do końca wiem, po co. „Informacje” to głównie podawanie kolejnych liczb zakażonych, wymienianie, kto umarł w jakim mieście itd. Nastąpiła we mnie newsowa saturacja. Właściwie nie bardzo wiadomo, co z tym zrobić. Wygląda na to, że pandemia może wywołać kryzys gospodarczy. Dobrze, że mam umowę o pracę w dość stabilnym miejscu zatrudnienia. Smuci mnie moja samotność, w takim momencie jeszcze bardziej doskwierająca. Czemu nie potrafię się zakochać? A może sam tworzę sobie nieistniejący problem. Jak już się zakocham – to wtedy będę wiedział, że umiem. Ale ile można czekać? Zastanawiam się, jak mogę zintensyfikować poznawanie nowych ludzi poza depresyjnymi portalami randkowymi. Mam bardzo konkretne zainteresowania i prawdopodobieństwo, że spotkam tam kogoś, kto będzie mi odpowiadał, jest raczej niskie.
Chciałem wrócić na siłownię z mocnym postanowieniem pracy nad sobą, a tymczasem nie wypada wychodzić z domu, bo można być zgromionym wzrokiem. Jest też za chłodno na jazdę na rowerze.
Zacząłem czytać „Dzikich detektywów” Roberta Bolano. Czyta się szybko, ale jakoś na razie bez większego zainteresowania. Możliwe, że się jeszcze książka rozkręci, początki bywają takie sobie. Mam też pewne problemy ze skupieniem myśli. Merlin po raz kolejny znacznie spóźnia się z realizacją zamówienia.
Irytuje mnie język mediów, szczególnie w takiej sytuacji dostrzega się z pełną mocą jego absurdalność. Informacje o ludziach umierających masowo we Włoszech przetykane reklamami, w których bezustannie prostytuuje się szczęście i radość usiłując połączyć je w świadomości konsumenta z produktami na ból dupy. Ludzie pasą się tym badziewiem i zaczyna ono wypełniać ich umysł, zatracają własny język, myślą stereotypami, przekładają na swoją codzienność obrazki produkowane przez specjalistów od oszustwa. Za wszystkim stoi wielkie wyparcie, ciągła nieumiejętność skonfrontowania się z tym, że ból dupy jest pełnoprawnym elementem życia. Jakby każdy gdzieś w głębi chciał zapomnieć o tym, że jego życie jest nieco chujowe i na to ochoczo odpowiada marketing. Takimi to torami biegną moje myśli, gdy przebywam zbyt długo w odosobnieniu.
Myślę też o tym, co mi sprawia przyjemność. Dzisiaj moje serce wyrywało się do jazdy na rowerze. Chciałbym też pójść na basen. A najbardziej chciałbym, żeby stanął za mną mężczyzna wzbudzający poczucie bezpieczeństwa i objął mnie swoim nieco włochatym ramieniem wpijając się wywołującym ciarki kontrastem szorstkości zarostu i miękkości ust w moją szyję i barki.
Mam też taką teorię, że być może wcale nie chcę się zakochać, bo tak naprawdę boję się utraty kontroli, gdyż ci, którzy mieli mnie kochać, zawiedli mnie i cierpiałem, a oni nie widzieli mojego cierpienia zajęci swoimi fiksacjami. I wciąż tego nie widzą, i to jest nieludzkie, i jątrzy się we mnie niezabliźnione.
Mam dwie babki w podeszłym wieku, liczę się z tym, że mogą nie przeżyć tego, co wciąż się do nas zbliża. Życzę im tego, czego same sobie życzą, cokolwiek to jest, bo ludziom w tym wieku wypada szczodrze sprzyjać.
To pisanie zmiękcza mi serce, to jest cenne.
W pracy panuje atmosfera wzmożenia, mobilizacji, ci, którzy jeszcze przychodzą, czują się elementem czegoś większego i z tego bierze się atmosfera życzliwości. Szefowa jest wręcz wesoła. Wpada do nas i cieszy się, jak głupia do sera. Paple. Kielecka jest wyluzowana, ona wytrwa do końca, poświęcona pracy, w poczuciu odpowiedzialności. Emka nie przychodzi, siedzi już z dzieckiem. Funkcja A. jest teraz najbardziej cenna i ma najwięcej pracy, bo dzięki niemu to wszystko będzie się dalej kręcić. Większość moich kontaktów w pracy się urwała, więc nie dochodzą mi nowe zajęcia. Czas poświęcam na rozwiązywanie zaległości. Może od wtorku będę „pracował zdalnie”, czyli w praktyce bimbał sobie w domu.
Mam nadzieję, że zacznę pisać bardziej refleksyjnie, a mniej relacjonować wydarzenia, bo nie o to mi właściwie chodzi.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.