20.03.2020

7.03.2020

Co się ze mną dzieje? Chyba w porządku, to znaczy dużo lepiej niż rok temu. Zdecydowanie lepiej niż dwa lata temu i pięć lat temu. Paradoksalnie. Poprzez powrót do źródła. Poprzez spowolnienie. Powtarzanie sobie, że „to nie jest mi potrzebne”. Bo, w gruncie rzeczy, okazuje się, że niemal nic nie jest konieczne. I tak jest lepiej. Wycinam stopniowo niepokój. Nie potrzebuję. Nie muszę. Czegoś może pragnę. Rozważę to. Przemyślę. Nie muszę odpowiadać od razu. Nie muszę się nikomu podobać.
Mam przyjść do P. po swoje rzeczy, lecz się boję. Myślałem, że już zdążyłem zapomnieć o strachu, ale skonfrontowany z koniecznością odczuwam niepokój i lęk. Napisał mi dzisiaj, choć go nie prosiłem, nie pytałem – że go zraniłem. Dodał pospiesznie w następnej wiadomości, że owszem, zraniłem go, ale mu się należało. Wezmę swój rower, swoje książki, nie będę dyskutował, nie w tym miejscu i nie w tym czasie – tak mu napisałem. Wiele dzięki niemu przemyślałem. Jego mocna osobowość i zdecydowanie wymusiły na mnie określenie się względem kluczowych kwestii. Wyszedłem z tego mocniejszy, właściwie pomógł mi, nieintencjonalnie, wyjść z załamania. Jestem mu jakoś za to wdzięczny, choć być może powinienem być wdzięczny przede wszystkim samemu sobie.
Spędziliśmy wspólne bardzo intensywne dwa miesiące. Od samego początku było ciężko. Zaintrygował mnie nieprzewidywalnością, dorosłością i zdecydowaniem, zorganizowaniem i silnym charakterem. Zderzyło się to z moim pragnieniem niezależności i zawadiacką przekorą. Bardzo dużo z siebie dałem. Wydaje mi się, że zrozumiałem mechanizm jego funkcjonowania. Dostrzegłem w nim wiele z siebie, dużo odbić. To było niepokojące. Ale pomogło mi to zrozumieć, kim jestem i na co powinienem zwracać uwagę.
W tym krótkim przecież czasie zdążył być parokrotnie bardzo nieprzyjemny, uderzyć mnie, przeklinać. Stoi to w niesamowitym kontraście z wykonywanym przez niego zawodem. Muszę pamiętać o tym, żeby w przyszłości, jeśli takie sytuacje się powtórzą – uciekać szybciej, nie usprawiedliwiać, nie empatyzować niemądrze. Nie doszukiwać się w swoim zachowaniu przyczyn takiej odpowiedzi. Przemoc fizyczna nigdy nie znajduje usprawiedliwienia. To, że mnie to spotyka nie znaczy, że na to zasługuję, czy nawet, że zrobiłem cokolwiek, co jest tego powodem. To nie ja, to jego przeszłość. Tak mi go szkoda. Chyba rozumiem, z czego się to bierze. Ale nic z tym nie mogłem zrobić, to nie było moje zadanie. Nie tego szukam. Muszę pamiętać o wychodzeniu ze schematu poświęcania się. Nic, co dzieje się teraz, nie odmieni przeszłości.
A jednak tak dużo mi dał. A jednak, najprawdopodobniej, wezmę mój rower i moje książki, i już więcej się nie zobaczymy.
Mam dobrą pracę. Wolałbym nie pracować, to znaczy nie przychodzić gdzieś od poniedziałku do piątku, tylko pracować na własny rachunek, ale skoro nie mam w tej chwili takiej możliwości, a zarabiać trzeba – jest to dobre miejsce. Lubię ludzi, z którymi pracuję, a to znaczy bardzo dużo. Zima była ciężka, ale w ciągu ostatnich dwóch tygodni przewietrzyłem się w tropikach i wszelkie frustracje spowodowane zimowym nadmiarem obowiązków poszły w niepamięć. Teraz tylko wiosna, lato, jesień i to będzie przyjemne. Chcę zacząć jeździć do pracy rowerem. Dobrze byłoby schudnąć nieco. Chodzić bardziej regularnie na siłownię, basen. Raczej nie planuję w najbliższych miesiącach poznawać nikogo nowego. Może zaprzyjaźnić się bardziej z kimś z pracy, ale na pewno żadnych emocjonalnych szarż. Świerzbią mnie palce, snuję fantazje wyjazdowe – ale tego lepiej unikać w tym roku, z przyczyny wiadomego wirusa. I z przyczyny niepokoju, który nie jest mi teraz potrzebny. Potrzebuję spokoju.
Z egzotycznej wyspy wysłałem kartkę do J., koniec znajomości z nim zazębił się z początkiem znajomości z P. Mam nadzieję, że wyszedł z poważnych problemów finansowych. Bardzo go polubiłem, obawiam się jednak, że poczuł się bardzo rozczarowany odtrąceniem. Może spotkam go w wakacje, na festiwalu? Jego też mi szkoda. Bardzo współczuję cierpiącym stworzeniom. Co więcej mi pozostaje? Tylu rzeczy nie zmienię, nie mam wpływu na to cierpienie. Nie mogę kłamać, żeby ktoś się rozchmurzył. To nie ja jestem tym Panem Właściwym, którego szukasz. Nie zmażę twoich trosk. Nie odkupię przewin twoich rodziców. Może mógłbym sprawić, że na chwilę o tym zapomnisz, ale nie chcę tego robić, nie powinienem tego robić, żebyś nie uzależnił się ode mnie. Nie jestem rozwiązaniem. I ty nie jesteś rozwiązaniem dla mnie. Sam muszę rozwiązywać swoje sprawy. Nikt tego za mnie zrobi. Chyba to rozumiem, ale ty sprawiasz wrażenie, jakbyś nie rozumiał. Mam dla ciebie dużo wyrozumiałości, dużo cierpliwości. I tak się mijamy w życiu, ledwo muskamy. Następny, next.
Nie mogę za to znieść myśli, że z D. to było 7 lat. 7 pieprzonych lat! W tym dopatruję mojego wielkiego zaniechania, mojego błędu. Nic się nie odstanie. Nie potrafię znaleźć usprawiedliwienia dla tej inercji. Ciężko to zracjonalizować, ale i po co. Pamiętam, że przestało mi zależeć na życiu. Było mi już obojętne. To obraza i niegodziwość względem faktu pojawienia się na tym świecie. Wiem, że teraz będzie lepiej. Liczę na to, nie pozostawiając spraw własnemu biegowi.
Jest jeszcze kilka wolnych liter w alfabecie. Np. L, H, A i drugi A, dawny P. Wiele liter za mną. Może coś przede mną.
Doprowadziłem się do stanu, w którym obawiam się własnego entuzjazmu.
Trzeba łapać sny, myśli i marzenia za ogony i ciągnąć ile sił. Trzeba je wyciągnąć na światło, obejrzeć dokładnie, nazwać, opisać, zrozumieć, popchnąć do przodu. Brakuje mi słów; to jest zadanie – znaleźć słowa, przypomnieć je sobie. Słowa są tarczą i wehikułem, i wolnością.
Do zapamiętania: skupić się na pojęciu godności.
Ćwiczyć cierpliwość, skupienie. Przypomnieć sobie źródła pewności siebie. To bardzo ważne.
Jak to szło u Olgi Hund? A tak, „a najbardziej na świecie pragnę miłości i pieniędzy, miłości, miłości i miłości”.
No więc tego chcę: miłości i pieniędzy.
I trochę świętego spokoju.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.